Posts Tagged ‘życiowo’
Choose your last words…
Kolejna anemia zmysłów, które upośledzone krążą po ziemi niczyjej. Stoję taka sama, pusta, bez wyrazu w lesie pełnym pracy, życia z kopyta, gry w odgadnij co myślę, odgadnij co czuję, z finałem zawsze tym samym, bo w gry z kobietą wdawać się nie powinieneś, bo od wejścia skazany jesteś na porażkę i walkower wydaje się tu najrozsądniejszy. Nawet Afryka goszcząca w moim kubku nie potrafi przytulić zasmuconej chwilą duszy. Siedem chwil samotności ze stałym łączem, z niestałymi myślami, z wymuszonym uśmiechem, chwil, z których powinnam czerpać ale nie potrafię bez Ciebie i tylko czekam aż wrócisz i ucałujesz każdy mój nerw, każdą pulsującą żyłkę na złośliwość rzeczy martwych, na nieudane światło, na szum w oczach, dzwoniącą ciszę w uchu i westernowy krzak w głowie.
we moose it!
Wychodząc naprzeciw nasilającym się prośbom o przepis na te cudowne pierniki, postanowiłam go zdradzić tutaj (: Pozdrowienia dla Pawła, który raczył podzielić się ze mną przepisem! (:
Afrykańska Fotorewolucja.
Miałam już półtorej godziny temu wyjść na siłownię, ale nie jestem w stanie ruszyć się z domu. Z rana, jak gdyby nigdy nic, dzień jak co dzień otwierając spam na poczcie i przeglądając czy nie zawieruszyła się tam jakaś wiadomość mojego życia, właśnie taką oto tam znalazłam! Zajęłam pierwsze miejsce w konkursie „Afrykańska Fotorewolucja” i czeka mnie wyjazd do Maroka na tygodniowe warsztaty. Do tej chwili nie mogę uwierzyć! Należą tu się dwa ogromne podziękowania! Pierwsze dla piątki wspaniałych wariatów dzielnie podejmujących wyzwanie i realizujących jeden z najdłuższych i najdzikszych projektów jakie wykonywałam oraz dla mojego chłopaka, który jako mój iście osobisty manager zadbał o to by zdjęcie znalazło się w konkursie! Bardzo Wam Kochani dziękuję również za wsparcie. Bez Was nie byłoby tego wszystkiego. Mam nadzieję w pełni wykorzystać ten czas na zgromadzenie jak najliczniejszego i najwspanialszego materiału, który będzie cieszył Wasze oczy! *:
kill me again with love.
Bo to nie tak jak myślisz. Karmiąc się wieczorem bajkami, Twoim przytuleniem, potworami z bagien, spod łóżka, z wnętrzności osób najbliższych ja wcale nie zwariowałam. Liczę każdy pojedynczy skłon, wstaję w nocy by zrobić Tobie kanapki do pracy spełniając swój kobiecy obowiązek odświętnie bo raz na miesiąc, mieszam kotom żarcie suche z mokrym, żeby poznały odrobinę luksusu, odpowiadam na wszystkie głupie pytania, a smucę się „bez powodu”. Może po prostu mam za dużo czytaj mam wszystko co potrzeba do podstawowej egzystencji i chcę teraz w życiu osiągnąć więcej, a może po prostu boli mnie niesprawiedliwość, a Ty po prostu tłumaczysz mi jak klępie, że tak już jest i tego nie zmienię, że po prostu powinnam się położyć, po prostu w Ciebie wtulić i po prostu cieszyć się tą wspaniałą codziennością. Człowiek najzwyczajniej w świecie przywykł do zakreślania sobie piętą na swej polnej drodze coraz dalszych linii. Nie każdemu udaje się szczwanie oszukać i postawić linii dalej niż noga sięga. Nieważne, że w końcu się przewraca. Nie wszyscy upadek oglądają. Ale może masz rację, może powolne, asekuracyjne kroczki bardziej zbliżają do stałych celów. I więcej człowiek po drodze zobaczy.
ogonek.
Rano krótko po godzinie piątej ze snu wyrywa mnie dzika i krwawa walka mojej dzielnej i łowieckiej kotki Lucy. Najwyraźniej polowała na jakąś bardzo dorodną i niezwyciężoną muchę, miotając się od kuchni do pokoju, dorywczo skacząc mi po głowie, miętoląc coś w pysku i łapach. Wyborną rzeczą jest być wyrywanym o takim świcie ze snu, zwłaszcza kiedy całe ostatnie dnie od rana do wieczora siedzi się przy komputerze nad zleceniami. Po półgodzinnej bitwie Lucy, jak to czasem ma w zwyczaju, wypluwa mi przed nos swą zdobycz niczym pies na aport, właściwie w tym samym celu. Myślałam, że umrę widząc przed sobą ogonek od pomidora… To samo można dziś powiedzieć o życiu. Masa ludzi miota się z kąta w kąt, walczą z niewidzialnymi mocami, zwracają całą swoją uwagę, siłują się z jakimś potwornym złem tego świata narażając się na oklaski i ochy ze strony ślepej widowni, a kiedy ostatecznie przychodzi do rozrachunku to widz czuje się jak ostatni idiota.
…
Śpieszę zawiadomić, iż żyję, mam się dobrze, po prostu trochę więcej mam teraz pracy. No i czekam, aż mili panowie podłączą mnie do świata, co będzie miało miejsce najwcześniej we wtorek. Wtedy powrócę (:
Tymczasem wracam do pracy. Miłego weekendu *; … (‘wer3fgseh’ – pozdrowienia od Lucy, która kocha siadać na klawiatury)
come out, come out, wherever you are…
Taka potworna niemoc podczas kolejnych mieszkaniowych poszukiwań, pełnych złych ludzi zdzierających pieniążek, nienawidzicielsko podchodzących do zwierząt, do ludzi, bez uśmiechu, z podsuwającym papierkiem pod nos do zapłaty o której już mowa, już wymachiwać ci muszą, zanim wejdziesz do tego mieszkania, obejrzysz je, przygotuj już portfel, bo przed sobą mamy nie młodych ludzi z marzeniami, perspektywami, chęcią zdobywania świata, ale papierki szeleszczące, świecące, migoczące, fuj! Komunikacja międzyludzka podupada. Nawiązywanie miłych, sympatycznych relacji również. Gotowi, do biegu, start, porozpychajmy się łokciami, poplujmy jadem, pokażmy przewagę w bezwględności. Przecież to dzisiaj takie ludzkie…










