Posts Tagged ‘Ananas’
Nothing else.
Nic więcej nie potrzeba, kiedy ciepłe oplata ramię, wiatr wieje tylko świeży, lekki, słowa delikatnie muskają uszy, bezmyśl nie obija się pustym echem, a satysfakcja nie oznacza tylko pawich piór. Bo to nie my zwariowaliśmy, tylko te wszystkie skrzywione twarze, dla których wszystko co nie ich tyczy trzeba niszczyć, dla których nie ma prawa bytu garść szczęścia spoczywająca w cudzych rękach. Ten cały bezkres złych emocji w odpowiednich rękach staje się dobrą bronią w walce o kolejny dzień tego wszystkiego, przy czym niczego więcej nie trzeba.
let’s sail away to neverland.
Szczęśliwie ostatnio i jakoś tak płodniej w końcu. Zabraliśmy się do roboty, odpychając ciężką i mozolną rutynę.
Wygrzebawszy ponownie z szafy moją ulubioną bajeczną suknię wybraliśmy się pomęczyć kolejną odważną dziewuchę, która spisała się na medal. Zwłaszcza mocząc się w chłodnym strumieniu z uśmiechem na ustach, nie piszcząc ani słowem, że jej źle! Kasi niektórym przedstawiać nie muszę, aczkolwiek jest to kolejna osoba, którą dokładnie powinny poznać modelki narzekające na nadworny wiatr i temperaturę minus pięć od standardowej letniej stopni dwadzieścia. Za analożkiem stał Ananasek. Dzielnie asystował Damiś, a powrotnie ciężką od wody kiecę mężnie niósł Qcel. Dziękuję!
another girl.
Harce, hece, wprawki… Człowiek chce wyjść na rower to milion powodów Moosie wymyśla. To deszcz, to praca, to comiesięczne bóle, to znów deszcz.
Rzeczy kilka wyjaśnić pragnę. Jeśli piszesz do mnie o zdjęcia i cena za nie Ci nie odpowiada, nie wymyślaj mi od różnych, bo nikt Ci nie każe korzystać z moich usług. Ja cenię swój czas i pracę, ale nie przeceniam, z czym możesz się nie zgadzać, do czego masz pełne prawo, aczkolwiek wystarczy grzecznie podziękować i urwać temat. Tak, żeby jednak w dalszym ciągu miło było. Jeśli nie masz nic do powiedzenia na temat zdjęć, które umieszczam, po prostu nie komentuj, bo szkoda mojego czasu na kasowanie zbędnego spamu. Zależy mi co najwyżej na ocenie zdjęć, komentarzu do notki, także jeśli jeszcze kiedyś zapragniesz ocenić osoby, które zaciągam przed obiektyw, wstrzymaj się, bo i Twojego czasu w tym momencie szkoda. Oceniaj moją pracę, a nie Bogu ducha winne modelki . Jeśli piszesz do mnie, że podobają Ci się moje pomysły i chcesz je otwarcie zerżnąć do swoich zaliczeń, nie licz na aprobatę i błogosławieństwo, albowiem ja sama szanuję pracę i kreatywność innych fotografów, także i tego samego oczekuje od innych tworzących.
Tymczasem zapraszam na dzielne znoszenie zachcianek MoosowoAnanasowych przez nasza kochaną Dagmarę (:
dachowe hece.
Zaczynamy się budzić do życia czołgając się po sinusoidzie nastrojów i samozadowolenia. Na wstępie podziękować chcę ludziom bezinteresownie fajnym, którzy pomagają poprowadzić mi linię tej sinusoidy w górę i z całej swej pozytywnej mocy stoją na palcach próbując utrzymać ją jak najwyżej, jak i tym, którzy usilnie próbują ciągnąć ją ku dołowi, bo jakoś tak nastrajają mnie melancholijnie i pokazują w co warto nie wierzyć (: Młoda jeszcze jestem, głupia, życia się uczę i ludzi wciąż jakoś tak na pamięć trochę, tych wszystkich szczwanych zabiegów lisich, ekspertów od ludzi, znawców umiejętności, inżynierów od życia, specjalistów od wszystkich dziedzin świata. Wszyscy jesteście mi bardzo potrzebni i bądźcie nieprzerwanie tacy nadal. Dziękuję.
Tymczasem zapraszam na nasze harce nocne, zabawy światłem, cieniem, powietrzem i dachem Damisia rodziców, którym to spać nie daliśmy do godzin późnych, a którzy fantastycznie zaangażowali się w pomoc. Buziaki Damianowi, za drajwowanie, zwalczanie naszych lęków wysokości, asystowanie dzielne i asekurację, Dagmarze za udostępnienie pokoju, gorsetu, wsparcie duchowe oraz pomoc w narysowaniu świnek również wdzięczności wznoszę, jak i kochanemu Ananaskowi oferującemu swoje sprytne rączki do wizualnego przygotowania naszej pięknej Moniczki, która to modelować się odważyła.







