walk away from myself.
Zawsze byłam niecierpliwa. D. mówi, że mam wychillować, że muszę poczekać, jak ten łoś, na swój kawałek banana, bez wrzeszczenia ciągle ‘eeeee!’. Niestety. Jestem łosiem, łosiem bananowcem, który chciałby teraz zaraz tych bananów, nawet po kawałku, ale zaraz, za chwilę. Nie z wyrachowania, z klasycznego rozpuszczenia, ale z panicznej chęci poukładania już sobie tego mojego kompletnie rozmontowanego świata. Drugie D. mówi, że po tak długim czasie powinnam być już zahartowana, powinnam dłużej wytrzymać, ale to nie tak działa, mój drogi, to działa z zupełnie odwrotnym kierunku. Już nie ma tylu sił, nie ma takiej mocy, nawet energii, bo człowiek ma swój limit wykończenia, choć ponoć uniesie więcej niż może, tak mawiają. Więc niecierpliwię się, tak nadludzko, wedle mojej baraniej natury, choć, jak na ironię, do spełniania swoich marzeń wybrałam krainę o jednym z najwyższych stopni skomplikowania, walczącej zaciekle z moim charakterem i temperamentem. Zawsze sama sobie robiłam pod górkę, odkąd tylko pamiętam. Nic się, łosiu, nie zmieniłeś.
Tagi: Damiś, Lenka, moosiatko, photo of the day, potwory, życiowo





Styczeń 24th, 2013 at 11:53
Bara gå vidare.
Styczeń 24th, 2013 at 14:40
lätt att säga…